niedziela, 3 marca 2013

Dlaczego nie Forex - część 1.

Dlaczego nie Forex - część 1.

Autorem artykułu jest oneeuro


Prawie każdy, kto rozpoczął na poważnie przygodę z rynkiem Forex, prędzej czy później traci zainwestowane pieniądze. Przyczyn porażki upatrujemy w braku dobrego systemu, dyscypliny czy doświadczenia. Jak jest naprawdę? To pierwszy z serii kilku artykułów, w ktorych spróbuję udzielić odpowiedzi na to pytanie z pozycji weterana.

ForexJeśli zasmakowałeś już trochę w grze na Forex, to Twój opór przed akceptacją tezy postawianej we wstępie jest niemal namacalny! No tak, przyznasz, co prawda coś tam straciłeś, ale gdybyś miał większe konto, lepszy system, więcej czasu na poświęcenie się grze... Zresztą przecież ostatnio poszło Ci całkiem dobrze, a trudno spodziewać się dobrych wyników od razu. A teraz policz dokładnie, bez żadnych wykrętów i usprawiedliwień, ile do tej pory straciłeś i przyznaj się do tego przed samym sobą. W zamian ja przyznam, że owszem, edukacja może zwiększyć Twoje szanse, dlatego... powinieneś czytać dalej!

Jak zapewne wiesz, Forex jest rozproszonym, nieregulowanym rynkiem walutowym, rynkiem niemającym jakiegoś scentralizowanego miejsca obrotu np. w postaci stacjonarnej giełdy. Uczestnicy tego rynku komunikują się ze sobą za pomocą ogólnoświatowej sieci Interbanku, w której „wysyłają w eter” swoje zlecenia wymiany dowolnych pakietów walutowych. Indywidualny gracz nie ma oczywiście dostępu do sieci Internanku, dlatego musi korzystać z usług instytucji pośredniczącej - brokera.

Na rynku działają generalnie dwa typy brokerów: brokerzy ECN i tak zwani market-makerzy. Broker ECN pełni dla inwestorów funkcję takiej lokalnej mini-giełdy: zbiera w sieci Interbanku najkorzystniejsze oferty kupna i sprzedaży pakietów walutowych, zestawia je i udostępnia swoim klientom, aby ci mogli z nich skorzystać. Jako swoje wynagrodzenie broker ECN pobiera niewielką prowizję od transakcji, które zawarli za jego pośrednictwem jego klienci.

Brokerzy ECN obsługują zazwyczaj klientów średniej wielkości. Są to małe banki, które nie mają bezpośredniego wejścia do sieci Interbanku, a także duzi inwestorzy indywidualni, klienci instytucjonalni, duże firmy itp. Z myślą o klientach detalicznych brokerzy ECN udostępniają zazwyczaj lewar, czyli dźwignię finansową, ale nie jest to cecha decydująca o ich popularności, gdyż brokerzy ECN obsługują głównie klientów hurtowych, których celem jest zwykle nie tyle spekulacja, co wymiana dużych pakietów walut lub inwestycje długoterminowe.

Zupełnie inaczej działa broker typu market-maker. Broker taki udostępnia swoim klientom elektroniczną platformę do „handlu” (najczęściej jest to platforma typu Meta Trader, ale zdarzają się też market-makerzy oferujący platformy własnej konstrukcji). Na takiej platformie market-maker udostępnia klientom strumień notowań poszczególnych par walutowych zawierający zawsze dwie ceny: Bid i Ask. Po cenie Bid klient market-makera może sprzedać daną parę walutową, a po cenie Ask – kupić daną parę. Cena Bid jest zawsze troszkę niższa, niż cena Ask, a różnica, zwana spreadem, stanowi wynagrodzenie market-makera. To trochę tak jak w kantorze, przy czym przedmiotem obrotu nie są fizyczne waluty, tylko wspomniane pary walutowe. Podsumowując, market-maker nie wpuszcza swoich klientów do sieci Interbanku, a jedynie organizuje obrót po kursach pochodzących z tej sieci.

Teoretycznie spread to jedyne wynagrodzenie market-makera, podkreślam – TEORETYCZNIE.

Moglibyśmy się zatem spodziewać, że składając nasze zlecenie – obojętne kupna, czy sprzedaży – na platformie market-makera, będziemy musieli trochę poczekać na jego realizację. Przecież nawet jeśli dany market-maker ma setki, czy nawet tysiące aktywnych klientów, trudno oczekiwać, że natychmiast znajdzie się klient chcący zająć pozycję przeciwstawną do naszej dokładnie tej samej wartości i na tym samym poziomie cenowym. Tymczasem nasze zlecenia są realizowane natychmiast, lub prawie natychmiast. Co więcej, często market-makerzy prześcigają się w oferowanym krótkim czasie realizacji zleceń, realizacji bez obsuwy pipsowej (tzw. slippage) itp. Jak to możliwe? Jak to się dzieje?

Otóż prawie za każdym razem, gdy składamy zlecenie na platformie market-makera, to właśnie nasz market-maker przyjmuje rolę drugiej strony naszej transakcji! Inaczej mówiąc, każdą pozycję zajmujemy przeciwko naszemu market-makerowi! I nie ma w tym nic nienormalnego, nic z teorii spiskowych! Po prostu to właśnie, czyli dostarczanie na rynek płynności jest głównym zadaniem market-makera (i stąd nazwa market-maker, czyli ktoś, kto „tworzy” rynek).

Napisałem „prawie”, gdyż czasem zdarza się, że market-maker się zabezpiecza. Dzieje się tak w przypadku bardzo dużych zleceń, zwykle powyżej miliona $, czyli 10 lotów. W tych wypadkach market-maker wyszukuje odpowiadające klientowskiemu wielkością i kursem zlecenie w sieci Interbanku (jeśli ma do niej dostęp) lub u obsługującego go brokera ECN, zajmuje analogiczną pozycję na własny rachunek i dopiero wtedy, gdy już nic nie ryzykuje, realizuje duże zlecenie klienta przeciwko sobie. Jeśli natomiast nie znajdzie odpowiedniej oferty, po prostu zlecenia klienta nie wykonuje.

Oczywiście takie sytuacje zdarzają się raczej rzadko, gdyż broker typu market-maker działa z myślą o klientach detalicznych, których celem nie jest wymiana dużych pakietów walut, czy inwestycje, a spekulacja i którzy dysponują zwykle stosunkowo niewielkim kapitałem. Na swoich platformach market-makerzy obowiązkowo oferują lewar.

Powstaje pytanie czy market-makerzy nie obawiają się przyjmowania roli „drugiej strony” transakcji klienta. Otóż nie obawiają się (zaraz napiszę dlaczego), co więcej, dochody ze stratnych transakcji klientów stanowią PRAKTYCZNIE główne źródło zysków market-makerów! Mówiąc wprost, oczywiście w pewnym uproszczeniu, wpłaty klientów na ich rachunki market-makerzy od razu księgują jako przychód z działalności, a dopiero ewentualne wypłaty księgowane są jako koszty. A ponieważ te „ewentualne” wypłaty następują bardzo rzadko (o ile w ogóle), prowadzenie biznesu w formie forexowego market-makera jest przedsięwzięciem niezwykle dochodowym! I wcale nie dzieje się tak dlatego, że market-makerzy polują na nasze stoplossy…

Otóż market-makerzy doskonale wiedzą, że 98% klientów wpłacających do nich pieniądze, po prostu musi się z nimi pożegnać! Czasem zdarza się, że ktoś coś ugra, a nawet wypłaci więcej, niż wpłacił, ale takie sytuacje są niezwykle rzadkie – przy dłuższej grze klient nie jest w stanie systematycznie uzyskiwać dobrych wyników. Wygląda to podobnie jak w kasynie – czasem ten czy ów klient trochę wygra, czasem nawet „rozbije bank” (co skądinąd kasyna, podobnie jak market-makerzy uwypuklają w swoich strategiach marketingowych), jednak przy dłuższej grze kasyno zawsze jest do przodu! W wypadku kasyn taki stan rzeczy ma źródło w konstrukcji systemu stawek i wygranych, dającej kasynu niewielką, kilkuprocentową przewagę.

W wypadku Forexu mechanizm doprowadzający klientów do strat jest trochę inny i nie ma tu znaczenia, czy mamy konto u market-makera, czy u brokera ECN; mając konto u brokera ECN po prostu tracimy nasze pieniądze na rzecz banków, funduszy inwestycyjnych i innych dużych uczestników rynku. Mechanizm ten ma swoje źródło w... Ale o tym napiszę już w następnej części, którą obiecuję Ci solennie, Drogi Czytelniku, udostępnić nie później, niż w 7 dni od daty opublikowania niniejszej części pierwszej.

---

Autor jest Inżynierem Zarządzania Finansami i wieloletnim praktykiem w inwestowaniu na rynkach finansowych. Na swojej stronie internetowej oraz blogu propaguje elitarną, skuteczną metodę inwestycyjną, której jest współtwórcą.

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz