niedziela, 22 września 2013

Alkohol .... kac - jak wygląda droga metabolizmu i jak zwalczyć kaca?

Alkohol .... kac - jak wygląda droga metabolizmu i jak zwalczyć kaca?


Autor: Krzysztof Mańka


Wracamy z zakrapianej imprezy a w domu nie mamy nic na kaca. Co przechodzi nasz organizm od chwili wypicia pierwszego kieliszka i dlaczego kac jest taką udręką? Czy domowymi sposobami można się go szybko pozbyć?


Wypity alkohol przechodzi droga pokarmową aż do jelit, skąd następuje jego wchłanianie do krwi. Po pewnym czasie pojawia się  tzw. syndrom słabej lub mocnej głowy. Zależny jest on od ilości posiadanego przez nas enzymu - dehydrogenazy  alkoholowej ADH która znajduje się w wątrobie. Innym problemem jest szybsze upicie się po wypiciu alkoholu gazowanego gdyż dwutlenek węgla zawarty w nim szybciej powoduje przedostanie się alkoholu do krwioobiegu na skutek szybszego otwarcia żoładka. Dalej alkohol zostaje przetworzony na aldehyd octowy, który przerobiony zostaje na octan. Mówiąc krótko w naszych żyłach płynie płyn w rodzaju octu. Te przemiany determinują powstanie kaca. Jeżeli ktoś pije nałogowo w jego organizmie dodatkowo pojawia się więcej enzymu oksydazy cytochromowej, która również rozkłada alkohol do dwutlenku węgla i wody. Proces metabolizowania zachodzi jednak o wiele wolniej niż proces wchłaniania a metabolizowanie wchłoniętego alkoholu zależy od poziomu wymienionych hormonów w naszym organiźmie, czynników genetycznych, płci, wagi, przyjmowanych leków itp.

Co zatem robić kiedy pojawi się kac?

Pomoże nam pół szklanki wody z dodatkiem łyżeczki sody kuchennej i sokiem z jednej cytryny.

Innym sposobem jest wypicie mocnej kawy z dwiema łyżeczkami soku z cytryny, ale kawa musi być czarna!!! Sposób ten skutkuje także w przypadku pojawiających się bóli głowy.

Zapomnieć należy bezwzględnie o metodzie "klin klinem". W ten sposób tylko dokładamy naszemu organizmowi niepotrzebnego stresu związanego z odtruwaniam naszego ciała. Pamiętajcie jesteśmy tym co spożywamy.


Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

środa, 4 września 2013

Kontrola umysłu - prawda czy teoria spiskowa?

W latach 50. i 60. XX wieku Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) prowadziła badania nad kontrolą umysłu. Niektórzy twierdzą, że dziwne eksperymenty nadal są praktykowane.


CYTATY NA DOBRY POCZĄTEK:

„MKULTRA (czasem MK-ULTRA) to kryptonim kontrowersyjnego, początkowo ściśle tajnego projektu badawczego prowadzonego w latach 50. i 60. przez Centralną Agencję Wywiadowczą Stanów Zjednoczonych. Projekt został ujawniony i oprotestowany przez dziennikarzy i komisje śledcze Prezydenta i Kongresu USA (Komisję Rockefellera i Komitet Churcha). Na podstawie ustaleń śledztwa, celem projektu MKULTRA było zbadanie możliwości sterowania pracą ludzkiego mózgu i kontroli umysłu z wykorzystaniem substancji chemicznych (w tym środków psychodelicznych, m.in. LSD), bodźców elektrycznych, analizy fal mózgowych i form percepcji podprogowej. Według wielu relacji, badania były często brutalne i odbywały się także na nieświadomych ich celu obywatelach USA, czasem z tragicznymi skutkami”

„Zaburzenie dysocjacyjne tożsamości (osobowość mnoga, osobowość naprzemienna, osobowość wieloraka, rozdwojenie osobowości, rozdwojenie jaźni, ang. multiple personality, dissociative identity disorder, DID) – zaburzenie dysocjacyjne, polegające na występowaniu przynajmniej dwóch osobowości u jednej osoby. Zazwyczaj poszczególne osobowości nie wiedzą o istnieniu pozostałych. (…) Jako dysocjacja, osobowość mnoga wytwarza się po szczególnie bolesnych, traumatycznych przeżyciach i kryzysach, przebytych w dzieciństwie i powiązanych z tematyką śmierci oraz seksualności”

Źródło: „Wikipedia. Wolna encyklopedia”


„Ultimate Warrior: Robert Duncan O’Finioan”
„Ostateczny wojownik: Robert Duncan O’Finioan”
Produkcja: Project Camelot (Kerry L. Cassidy, Bill Ryan)
Wersja z polskimi napisami: redakcja portalu DavidIcke

Rozmowa z 46-letnim Robertem Duncanem O’Finioanem, mieszkańcem Stanów Zjednoczonych Ameryki, trenerem sztuk walki i autorem autobiograficznej książki. Mężczyzna twierdzi, że był jedną z ofiar ściśle tajnego programu Talent, rzekomo realizowanego przez Centralną Agencję Wywiadowczą (CIA - Central Intelligence Agency). Projekt, o którym mowa, wywodził się ponoć z badań nad kontrolą umysłu, jakie amerykański wywiad prowadził w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku (patrz: “MKULTRA“ w polskojęzycznej Wikipedii i “Project MKUltra“ w anglojęzycznej). Domniemanym celem programu Talent było poszukiwanie dzieci posiadających zdolności paranormalne i nadających się na superszpiegów lub superżołnierzy. Chodziło o to, żeby “szkolić” nieletnich poprzez mordercze treningi, eksperymenty medyczne oraz intensywne pranie mózgu. To ostatnie było równoznaczne z “opartą na traumie kontrolą umysłu” (“trauma-based mind control”), czyli z wywołaniem u człowieka zaburzeń dysocjacyjnych i odpowiednim wytresowaniem nowo powstałych osobowości.

Duncan utrzymuje, że wybrano go do udziału w projekcie z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze: jest człowiekiem pochodzenia indiańsko-celtyckiego. Podobno te dwie grupy etniczne noszą w sobie tajemniczy gen, który odpowiada za posiadanie i używanie zdolności nadnaturalnych. O’Finioan, jako pół-Czirokez i pół-Irlandczyk, był więc idealnym kandydatem na uczestnika programu Talent. Po drugie: ojciec Duncana współpracował z CIA i chciał zaangażować swoje dziecko w prace tej instytucji (sam pokrzywdzony dowiedział się o tym fakcie jako dorosły mężczyzna, wiele lat po śmierci rodzica). Wszystko zaczęło się w roku 1966, kiedy bohater materiału filmowego miał zaledwie sześć lat. Pewnego zimowego wieczoru ojciec i matka zabrali małego Duncana do sklepu i zaprowadzili go na zaplecze, gdzie znajdowała się już grupa dzieci w jego wieku. Była tam również para dorosłych, mężczyzna i kobieta, którzy badali uzdolnienia zgromadzonych kilkulatków. O’Finioan został poproszony o ułożenie pewnej układanki, a gdy poprawnie wykonał zadanie, usłyszał tajemnicze słowa “Mamy kolejnego”.

Chwilę później podano mu jakiś napój, po którym chłopiec stracił przytomność i trafił do ośrodka szkoleniowego. Duncan nie pamięta, co się z nim działo po wypiciu mikstury, w której najprawdopodobniej znajdowały się substancje odurzające. Luka, istniejąca w jego pamięci, jest ogromna. Następne wspomnienie, które O’Finioan jest w stanie przywołać, pochodzi z czasów, gdy miał on już dziewięć i pół roku. Bohater filmu twierdzi, że obudził się z narkozy podczas dziwnego zabiegu, który zapewnił mu nadludzką siłę i niespotykaną wytrzymałość. No cóż, los Duncana został ustalony odgórnie, bez wiedzy i zgody samego zainteresowanego. O’Finioan miał być bezwolną marionetką, kontrolowanym umysłowo niewolnikiem, zaprogramowaną maszyną do zabijania. Zdecydowano, że zostanie on żołnierzem i skrytobójcą, obdarzonym wyjątkowymi zdolnościami fizycznymi i parapsychicznymi. Centralna Agencja Wywiadowcza widziała w bohaterze inteligentną broń, którą można wysłać w dowolne miejsce i użyć do zlikwidowania zawadzających ludzi. Pozbawiony człowieczeństwa Terminator - oto rola, jaka przypadła niewinnemu obywatelowi zachodniego mocarstwa.

Duncan wierzy, że pracujący dla CIA lekarze wszczepili mu kilka chipów, w tym jeden do mózgu. Jest również przekonany, że jedno z jego ramion zostało “okablowane” (“wired“), przez co stało się silne i sprawne jak u cyborga. Bohater materiału filmowego utrzymuje, że jego ciosy były tak mocne, iż niszczyły nie tylko worki treningowe, ale także betonowe bloki. Przyznaje się ponadto do znajomości wielu sztuk walki, które rzekomo musiał trenować od dzieciństwa, i to na równi z osobami dorosłymi. Podobno O’Finioan uczył się również korzystania z wrodzonych zdolności paranormalnych, ale nie osiągnął w tym takiej biegłości, jak w biciu i zabijaniu. Najważniejsza i najstraszniejsza rzecz, jaką mu zrobiono, to wspomniane wcześniej pranie mózgu. Wiadomo, że dysocjacyjne zaburzenie tożsamości, czyli osobowość wieloraka, powstaje u jednostki, która doświadcza ekstremalnie traumatycznych przeżyć. U Duncana wywołano tę chorobę poprzez okrutne tortury, takie jak waterboarding czy wbijanie igieł pod paznokcie i podłączanie ich do prądu. Gdy jego “ja” rozpadło się na wiele osobowości, poddano każdą z nich dokładnemu programowaniu.

Robert Duncan O’Finioan zwierza się słuchaczom, że wykorzystywano go do realizacji wielu sekretnych misji, zarówno w kraju, jak i za granicą. Wyznaje, że miał zlikwidować George‘a Walkera Busha, ale nie zrobił tego, bo w porę odzyskał świadomość swoich czynów. Mężczyzna twierdzi, że to cud, iż pamięta tak dużo szczegółów ze swojej przeszłości. Centralna Agencja Wywiadowcza chciała ponoć wymazać mu pamięć i wypełnić umysł fałszywymi wspomnieniami. Tak zresztą uczyniła, ale nie na długo. Duncan mówi, że zaczął sobie przypominać własną historię, kiedy uległ wypadkowi samochodowemu. Wydarzenie doprowadziło bowiem do uszkodzenia implantu w jego mózgu. Od tej pory O’Finioan robi wszystko, co w jego mocy, aby poznać prawdę na własny temat i uświadomić społeczeństwo o istnieniu szalonych programów CIA. Pytanie: czy wyznania Duncana są prawdziwe? Czy faktycznie mamy do czynienia z człowiekiem, który przeszedł gehennę i postanowił o niej publicznie opowiedzieć? Jeśli nie, to… kim jest O’Finioan? Kłamcą? Fantastą? Karierowiczem? A może nieszczęśliwym mężczyzną wymagającym leczenia psychiatrycznego? Rozwiązanie tej zagadki trzeba znaleźć samodzielnie.

Ciekawostka. Kontynuacją analizowanego filmu jest “An Unconventional Friendship: Duncan O’Finioan and David Corso” - “Niekonwencjonalna przyjaźń: Duncan O’Finioan i David Corso” (produkcja: Project Camelot, czyli Kerry Lynn Cassidy i Bill Ryan. Wersja z polskimi napisami: redakcja portalu DavidIcke). Duncan występuje tam razem ze swoim starszym o dwadzieścia lat kolegą. Sędziwy Corso to supersnajper, weteran wojny w Wietnamie, który próbuje odkryć własną przeszłość i tożsamość. Mężczyźni poznali się w Kambodży, a potem zdołali ponownie się odnaleźć. David Corso dodaje do opowieści O’Finioana wiele intrygujących szczegółów. Warto obejrzeć i porównać obie produkcje.


Brice, Cathy i Arizona

Osobami, które deklarują, że przeżyły piekło programowania, są również Brice Taylor, Cathy O’Brien i Arizona Wilder. Pierwsza z wymienionych kobiet jest twórczynią książki “Thanks for the Memories” - “Dzięki za wspomnienia” zawierającej także interesujące eseje innych autorów. Brice utrzymuje, że była seksualną niewolnicą, pracującą w przemyśle pornograficznym i zaspokajającą potrzeby amerykańskich prominentów. Służyła ponadto jako żywa baza danych, mająca gromadzić, przechowywać i przekazywać ważne informacje. Druga z kobiet, Cathy, opisała swoje doświadczenia w książce “Trance-Formation of America” (“Trans-Formacja Ameryki”) przygotowanej razem z Markiem Phillipsem. O’Brien, podobnie jak Taylor, uważa się za uratowaną niewolnicę seksualną.

Amerykanka twierdzi, że od niemowlęctwa była przygotowywana do roli bezwolnego obiektu, mającego zabawiać znanych i wpływowych mężczyzn. Zgodnie z klasyfikacją, opublikowaną w dziele “Deeper Insights into the Illuminati Formula” (“Głębszy wgląd w formułę Illuminati”) Fritza Springmeiera i Cisco Wheeler, obie panie były ofiarami programowania beta. Wskutek prania mózgu stały się one modelami prezydenckimi, czyli erotycznymi zabawkami przeznaczonymi dla najbardziej liczących się dygnitarzy (w tym dla głowy państwa). Więcej o Brice i Cathy można przeczytać w artykule “Illuminati Sex Slaves Paint Horrifying Picture” (“Seksualne niewolnice Illuminati malują przerażający obraz”) Henry’ego Makowa. Hasła do sprawdzenia w Wikipedii: “handel ludźmi” i “niewolnictwo seksualne”.

Arizona Wilder to przypadek tak skrajny i drastyczny, że aż wywołujący kontrowersje w środowisku konspiracjonistów. Kobieta, o której mowa, jest bohaterką trzygodzinnego filmu dokumentalnego “Revelations of a Mother Goddess” - “Rewelacje Bogini Matki” autorstwa Davida Icke’a (polskie napisy: portal DavidIcke). Arizona wierzy, że była programowana przez samego Josefa Mengele, zbrodniarza hitlerowskiego, który po zakończeniu wojny wyjechał do… Stanów Zjednoczonych, gdzie kontynuował nieetyczne eksperymenty jako dr Green/Greene (różne źródła podają różną pisownię tego nazwiska). Z opowieści kobiety wynika, że kazano jej uczestniczyć w krwawych, satanistycznych rytuałach, podczas których ludzie zamieniali się w Reptilian, czyli jaszczurowatych przybyszów z innej planety.

Wilder przekonuje, że do Reptilian, funkcjonujących na co dzień jako Homo sapiens, należą przedstawiciele brytyjskiej rodziny królewskiej. Więcej informacji o Reptilianach można znaleźć w programie “UFO? Oni już tu są!” Niezależnej Telewizji NTV (chodzi o odcinek z 15 marca 2013 roku, w którym Janusz Zagórski i Krzysztof Rogala rozmawiają o książce “The Biggest Secret” - “Największy sekret” Davida Icke’a). A także w materiale “Typologia kultur pozaziemskich - Danuta A. Sharma” dostępnym w serwisie YouTube na profilu “niezaleznatelewizja”. Uwaga! Chodzą słuchy, że Arizona Wilder (właśc. Jennifer Ann Nagel/Greene/Kealey) po kilku latach wycofała się ze swoich opowieści o kosmicznych gadach! Jest to jeden z powodów, dla których uchodzi ona za świadka średnio wiarygodnego.

W Internecie ukazał się obszerny artykuł “Open missive from Jennifer Ann Kealey” - “Pismo otwarte od Jennifer Ann Kealey”, którego autorstwo przypisuje się właśnie Arizonie. Na facebookowej stronie “Arizona Wilder” pojawiło się zaś krótkie oświadczenie podpisane nazwiskiem Jennifer Kealey. Oba teksty, sformułowane w pierwszej osobie liczby pojedynczej, sugerują, że Wilder została zaprogramowana, żeby wprowadzić w błąd opinię publiczną. Niestety, nie ma dowodów na to, że nadawczynią komunikatów jest prawdziwa Bogini Matka. Istnieje prawdopodobieństwo, że ktoś się pod nią podszywa.


Dla głodnych wiedzy

Tym, którzy zainteresowali się problemem kontroli umysłu, mogę polecić kilkanaście wartościowych publikacji. Bardzo solidnym i obszernym opracowaniem tematu jest artykuł „Origins and Techniques of Monarch Mind Control”. Polski przekład tekstu to „Korzenie i techniki kontroli umysłu ‘Monarch‘” (tłum. Disorder, Proxime). Praca zawiera m.in. tytuły filmów fabularnych wykorzystywanych do prania mózgów oraz opisy „poziomów programowania” (alpha, beta, theta, delta). O doktorze Greenie, wspominanym przez Wilder, można poczytać w artykule „America’s Condition Greene” - „Stan Ameryki Greene” (Rigorousintuition). Czy Green/Greene to faktycznie Josef Mengele? Według badacza, powołującego się na zeznania niejakiej Claudii Mullen, niesławny naukowiec był tylko współpracownikiem nazistowskiego Anioła Śmierci (Mindcontrolblackassassins). Wypada przypomnieć, że - zgodnie z oficjalnymi danymi - hitlerowski zbrodniarz mieszkał po wojnie w Ameryce Łacińskiej (źródło: „Brazylijski eksperyment doktora Mengele”, portal TVN24).

Ci, którzy mają czas na lekturę książek, mogą być zainteresowani wspomnianym już dziełem “Deeper Insights into the Illuminati Formula” (“Głębszy wgląd w formułę Illuminati”) i jego poprzednią częścią zatytułowaną “The Illuminati Formula Used to Create an Undetectable Total Mind Controlled Slave” (“Formuła Illuminati używana do tworzenia niewykrywalnego, totalnego, kontrolowanego umysłowo niewolnika”). Są to pozycje autorstwa Fritza Springmeiera (teoretyka spiskowego) i Cisco Wheeler (kobiety podającej się za kolejną ofiarę kontroli umysłu). Temat prania mózgu często pojawia się w materiałach publikowanych na stronach VigilantCitizen i Pseudoccultmedia. Wymienione portale zajmują się badaniem zawartości mediów. Ich specjalność to poszukiwanie w popkulturze rzekomych nawiązań do kontroli umysłu, a także symboliki masońskiej, okultystycznej, satanistycznej i pogańskiej. Bardzo podobny charakter ma anglojęzyczny blog MKCulture. Analizy wytworów popkultury pojawiają się także na stronie Mediaexposed.

Osoby, które pragną rozpocząć samodzielne badanie mediów i kultury, powinny się zapoznać z artykułem “10 secret mind-control symbols in music videos and movies” (“10 sekretnych symboli kontroli umysłu w teledyskach i filmach”) dostępnym na blogu Indianinthemachine. Publikacja wyjaśnia, co oznaczają: motyl, lustro, lalka, tęcza, szachownica, klatka dla ptaków, drapieżny kot, wzór panterki, potłuczone szkło, styl Marilyn Monroe i inne popularne motywy. Szkoda, że autor notatki zapomniał o maskach, kokardach, zamkach, labiryntach, robotach, zegarach, demonach, muszlach, drzewach i pozostałych symbolach wymienionych przez Rona Pattona w eseju “Project Monarch: Nazi Mind Control“ - “Projekt Monarch: Nazistowska kontrola umysłu“. Rzeczony esej znajduje się w książce “Thanks fot the Memories“ - “Dzięki za wspomnienia“ Brice Taylor. Gdyby ktoś się zastanawiał, o co chodzi z motylem, zwłaszcza monarchą, odnalazłby potrzebną wiedzę w tekście “Monarch Butterfly (Danaus Plexippus)” - “Motyl monarcha (Danaus plexippus)”. Artykuł został umieszczony na stronie Intheknow7.

Jeśli chodzi o publikacje audiowizualne, mogę czytelnikom polecić czteroczęściowy, polskojęzyczny film “Kontrola umysłu. Zbagatelizowany fakt współczesnego świata” przygotowany przez Internautę o pseudonimie Ripsonar. Pierwsza część dzieła to rys historyczny prania mózgu. Druga - prezentacja współczesnych form programowania. Trzecia - refleksja o ruchach społecznych uznawanych za “kontrolowaną opozycję”. Czwarta - demaskacja nieznanego oblicza mediów, kultury i oświaty. Produkcja nie tylko wprowadza widzów w temat kontroli umysłu, ale również pozwala im zrozumieć wszelkie zawiłości. Materiał zawiera m.in. fragmenty konferencji naukowej z udziałem dr Valerie Wolf (terapeutki ofiar programowania) oraz przemilczane fakty dotyczące firmy The Walt Disney Company. Co może grozić treserom marionetek decydującym się na publiczną spowiedź? Jakimi motywami kierują się rodzice chcący zaprogramować swoje dzieci? Dzieło Ripsonara odpowiada na te pytania. Nie zaszkodzi wspomnieć, że to właśnie z tego filmu dowiedziałam się o istnieniu Duncana O‘Finioana, Davida Corso i Arizony Wilder.

Anglojęzyczny Internauta, stojący za projektem Militia Mack Music, stworzył arcyciekawą serię filmików “The illuminati, The Music Industry, MK ULTRA & You” (“Illuminati, przemysł muzyczny, MK-ULTRA i ty”). Znajdziemy tam np. przemyślenia dotyczące Anny Nicole Smith i jej niesławnego nagrania znanego jako “clown video”. Ten sam autor opracował intrygującą, kilkuminutową prezentację multimedialną “The 27 Club - The Illuminati Hitlist” (“Klub 27 - lista hitów Illuminati”). Drobne wzmianki o kontroli umysłu trafiają się w filmie “Illuminati: The Music Industry Exposed” (“Illuminati: Przemysł muzyczny zdemaskowany”) młodego, brytyjskiego muzułmanina Farhana Khana. Chłopak wprawdzie nie zagłębia się w szczegóły, ale sygnalizuje odbiorcom istnienie pewnego problemu. Tym, którzy zastanawiają się, czy politycy mogą być sterowanymi agentami, polecam króciutkie nagranie “Bill Clinton - hypnotised” (“Bill Clinton - zahipnotyzowany“). Ukazuje ono amerykańskiego prezydenta w nietypowej kondycji psychofizycznej. Wszystkie wymienione przeze mnie publikacje audiowizualne znajdują się w serwisie YouTube.


Co na to nauka?

Widzowie sceptyczni, dający wiarę wyłącznie źródłom prestiżowym, powinni obejrzeć profesjonalne, głównonurtowe filmy dokumentalne “Teorie spiskowe. Kontrola umysłu” (“Conspiracy Files. CIA Mind Control”) i “Mroczna strona nauki. Kontrola umysłów i syndrom obcej ręki” (“Dark Matters: Twisted But True. It's Alive!, Tripping with Uncle Sam, My Hand is Killing Me“). Pierwszy z nich został wyemitowany na antenie Discovery World, a drugi - na antenie Discovery Science. Obie stacje telewizyjne są powszechnie uznawane za rzetelne i wiarygodne. Autorzy “Teorii…” i “Mrocznej strony…” zwracają uwagę m.in. na autentyczne eksperymenty z kontrolą umysłu, które przeszły do historii USA jako projekt MK-ULTRA.

Jeden z wypowiadających się specjalistów (dr Colin Ross, psychiatra, znawca CIA) przybliża widzom filozofię tworzenia marionetek oraz opisuje kontrowersyjne metody stosowane przez Centralną Agencję Wywiadowczą: hipnozę, narkotyzację, elektrowstrząsy i implantację elektrod. Naukowiec ten pojawia się również w dokumencie “Conspiracy Theory with Jesse Ventura: Manchurian Candidate” - “Teoria spiskowa z Jessem Venturą: Mandżurski kandydat” przygotowanym na potrzeby kanału TruTV (stacja należy do firmy Turner Broadcasting, będącej przybudówką do koncernu medialnego Time Warner). W filmie występują ponadto znani nam już panowie Robert Duncan O’Finioan i David Corso. Trzy produkcje, które właśnie opisałam, są dostępne w archiwach portalu YouTube.

Skoro jesteśmy już przy temacie YT, powinniśmy zwrócić uwagę na opublikowaną tam wypowiedź doktora Rossa. Chodzi o materiał “Psychiatrist Colin Ross - The CIA Doctors & Military Mind Control” (“Psychiatra Colin Ross - lekarze CIA i militarna kontrola umysłu”) zamieszczony na profilu CCHRInt. Słynny badacz projektu MK-ULTRA wypowiada do kamery słowa: “Mind control experimentation is not in the past. It’s in the present and the future” (“Eksperymenty z kontrolą umysłu nie są kwestią przeszłości. Są kwestią teraźniejszości i przyszłości”). Stwierdzenie to zacytował w swoim filmie Internauta Ripsonar. Myślę, że Colinowi Rossowi wypada wierzyć. Przecież to ceniony naukowiec, autor ponad 170 publikacji, którego zainteresowania oscylują wokół zjawiska traumy, dysocjacji, DID/MPD i podejrzanych działań Central Intelligence Agency. Więcej informacji o uczonym można znaleźć na stronie Rossinst.


Podsumowanie i wnioski

W dwudziestym wieku, a szczególnie w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, amerykański wywiad prowadził badania nad kontrolą umysłu. Jest to fakt: zatrważający, ale potwierdzony i udokumentowany. Projekt, zwany MK-ULTRA, stał się przedmiotem śledztwa zleconego przez władze federalne Stanów Zjednoczonych. Obecnie zgłębianiem tego tematu zajmują się poważni naukowcy, np. dr Colin Ross (ekspert znany z popularno-naukowych stacji telewizyjnych). Istnieje jednak prawdopodobieństwo, że badania nad kontrolą umysłu nadal są prowadzone. Potwierdza to wspomniany przed chwilą uczony. W USA mieszka garstka ludzi, którzy są przekonani, że byli ofiarami nieetycznych praktyk wywodzących się z projektu MK-ULTRA. Utrzymują oni, że wywołano u nich dysocjacyjne zaburzenie tożsamości (DID), nazywane dawniej osobowością wieloraką (MPD).

Nowe osobowości, które pojawiły się w ich umysłach, zostały ponoć wytresowane do wykonywania określonych zadań. Kobietom często przypadała rola seksualnych niewolnic (Brice Taylor, Cathy O’Brien). Mężczyznom - rola żołnierzy i skrytobójców (Duncan O’Finioan, David Corso). Niektórzy ludzie byli programowani w celach niestandardowych, takich jak udział w satanistycznych rytuałach (Arizona Wilder). Temat kontroli umysłu, czyli prania mózgu, pojawia się niekiedy w mediach i kulturze. Czasem jest wyrażany w sposób zakamuflowany (symboliczny, metaforyczny, alegoryczny). Istnieje jednak zestaw znaków, które odnoszą się do różnych aspektów programowania umysłu. Znajomość tych znaków ułatwia interpretację filmów, teledysków, obrazów i zdjęć. Badaniem motywu prania mózgu w popkulturze zajmuje się wiele osób, a wyniki tych badań są publikowane m.in. na stronach VigilantCitizen i Pseudoccultmedia.

Wszystkie wątki, poruszone w niniejszym artykule, można podsumować zdaniem z twórczości Williama Szekspira: “Są rzeczy na niebie i na ziemi, o których się filozofom nie śniło” (cyt. za: Wikicytaty/Wikiquote). Należy jednak pamiętać, że o ile projekt MK-ULTRA jest ponurym faktem z dziejów Stanów Zjednoczonych, o tyle informacje dotyczące jego rzekomych kontynuacji nie są w pełni potwierdzone. Trzeba umieć rozróżniać, co jest zweryfikowaną prawdą, a co - pogłoską pozostającą w sferze teorii spiskowych. Bardzo możliwe, że hipotezy dotyczące np. programu Talent zostaną kiedyś udowodnione. Na razie jednak trzeba je traktować z dużym sceptycyzmem. Uczmy się, poszerzajmy swoją wiedzę, drążmy temat, ale nie traćmy zdolności krytycznego myślenia. Miejmy otwarte umysły, lecz nie bądźmy naiwni.


Natalia Julia Nowak
07.04. - 02.05 2013 r.


A-N-E-K-S


Anders Breivik - kat czy ofiara?

Niektórzy konspiracjoniści piszą, że jedną z ofiar kontroli umysłu mógł być Anders Behring Breivik, sprawca zamachu w Oslo i masakry na wyspie Utoya. Jako argument podają fakt, że morderca inspirował się zbrodniami Teda Kaczynskiego, który również jest postrzegany jako człowiek o wypranym mózgu (Redicecreations). Zwracają też uwagę na to, że Breivik przez pewien czas współpracował z norweską masonerią oraz wykazywał zainteresowanie Zakonem Templariuszy (Redicecreations, Claireevans). Co więcej, ABB posiada cenione przez Iluminatów “aryjskie” cechy fizyczne, tzn. blond włosy i niebieskie oczy (The-tap). Przyznam szczerze, że odrzucałam tę teorię, dopóki nie przeczytałam szokującego artykułu z internetowego wydania “The Daily Telegraph”. Mam na myśli publikację “Anders Behring Breivik’s mother ‘sexualised’ him when he was four” (“Matka Andersa Behringa Breivika ‘seksualizowała’ go, gdy miał cztery latka”) Richarda Orange’a.

Autor tekstu pisze, że norweski terrorysta był - jako małe dziecko - dręczony na wiele sposobów. Matka nie tylko molestowała go seksualnie, ale również stosowała wobec niego przemoc fizyczną (bicie) i psychiczną (życzenie śmierci). Czyż nie kojarzy się to z projektem Monarch, czyli “opartą na traumie kontrolą umysłu” (“trauma-based mind control”)? Warto nadmienić, że traumatyzowanie ofiar wcale nie musi się odbywać w tajnych bazach należących do wywiadu. Brice Taylor wspomina, że była katowana i gwałcona w swoim najbliższym otoczeniu, np. w domu. Zwróćmy jeszcze uwagę na artykuł “Anders Behring Breivik used meditation to kill - he’s not the first” (“Anders Behring Breivik użył medytacji do zabijania - nie był pierwszym”) Vishvapaniego Blomfielda. Tekst ukazał się w e-wydaniu dziennika “The Guardian”. W rzeczonym materiale padają słowa: “Breivik uses meditation as a form of mind control” - “Breivik używa medytacji jako formy kontroli umysłu”.

Czym zajmowali się rodzice Breivika? Według serwisu Biography, matka zabójcy była pielęgniarką (osobą związaną ze światem medycyny), a ojciec dyplomatą (człowiekiem władzy, przedstawicielem elity, członkiem establishmentu). ABB urodził się w Londynie, czyli w mieście, które, zdaniem Davida Icke’a, jest istną stolicą Illuminati (porównaj: poglądy wyrażone w filmie “Revelations of a Mother Goddess” - ”Rewelacje Bogini Matki”). Podsumowując: podejrzana sprawa z tym Breivikiem. Naprawdę podejrzana!


Skandale Pana Kleksa

Polsko-radziecki film “Akademia Pana Kleksa”, nakręcony w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych przez Krzysztofa Gradowskiego, od dawna wzbudza wiele kontrowersji. Karolina Kosińska, twórczyni artykułu “Jeszcze raz witajcie w naszej bajce”, zdemaskowała w dziele motywy, które wcale nie pasują do filmu familijnego (Opcit, Wici). Udowodniła ona, że w “Akademii…” pojawiają się elementy takie, jak homoseksualizm, pedofilia, androgynia, freudyzm, narkotyki, camp, cyberpunk czy faszyzm. Wielu osobom nie podoba się fakt, że w jednej ze scen produkcji widać kompletnie nagich, niedojrzałych chłopców, kąpiących się razem w brodziku. O podtekstach erotycznych w “Akademii Pana Kleksa” można by pisać i pisać. Mnie rzuciła się w oczy scena, w której grupa młodzieży wymownie spożywa lody i watę cukrową. Chciałabym jednak zwrócić uwagę na obecne w filmie symbole Illuminati i kontroli umysłu. Są one zbieżne z tymi, o których czytałam w serwisie VigilantCitizen, w eseju “Project Monarch: Nazi Mind Control” Rona Pattona oraz w dylogii “The Illuminati Formula” Fritza Springmeiera i Cisco Wheeler.

Co widzimy w “Akademii Pana Kleksa”? Niezliczone triggery: motyle, tęcze, kokardy, lustra, lalki, maski, zegary, zamki, drzewa, kwiaty, korytarze, klatki schodowe, obwody komputerowe, Myszkę Miki (symbol Disneya/Disneylandu)… A do tego hipnotyzującą, kręcącą się karuzelę. We fragmencie, w którym słychać utwór “Na wyspach Bergamutach”, pojawia się nawet demon. Gdy Pan Kleks przemawia do zgromadzonych w Akademii bajkowych postaci, na jednej ze ścian widnieją wielkie, namalowane oczy. W pewnej scenie Kleks przybliża Trzecie Oko do jednego ze swoich prawdziwych oczu, równocześnie wykonując gest “6”, powszechnie znany jako “OK”. Gra świateł powoduje, że za plecami czarodzieja widać chwilami trójkąty. Jeśli chodzi o Adasia Niezgódkę, jego unoszenie się w powietrzu może być metaforą dysocjacji lub wrażeń towarzyszących elektrowstrząsom domózgowym. Tajemnicze pigułki, zażywane przez uczniów Akademii, to niewątpliwie narkotyki (tak, zgadzam się z Kosińską). Motywy traumatyzujące: marsz Wilków, krwawiąca rana i piosenka o Kaczce Dziwaczce (myślącej, czującej istocie, która zostaje zabita tylko dlatego, że różni się od pozostałych kaczek). Uważnego widza mogą niepokoić pogrążeni w transie chłopcy, zachowujący się jak psy i mechanicznie powtarzający słowa samokrytyki. Czyżby “animal alters” - “zwierzęce alternatywne osobowości”?

Najbardziej przerażający jest jednak “zakład fryzjerski” Golarza Filipa. Proszę spojrzeć na sposób oznakowania tej pracowni. Na drzwiach znajdują się zarówno napisy, jak i sylwetka mężczyzny pomalowanego w stylu yin-yang (na przemian biel i czerń). Co gorsza, mężczyzna ten ma wyeksponowane jedno oko. Sam Golarz także lubi podkreślać pojedynczą gałkę oczną. Wewnątrz warsztatu znajdują się typowe symbole projektu Monarch: klatki dla ptaków i rozczłonkowane manekiny. W sekretnym pomieszczeniu “zakładu fryzjerskiego” Filip zajmuje się programowaniem Adolfa, dziecka-robota. Demoniczny fryzjer nazywa swoją ofiarę “ziarnem Nowego Świata”. Wyrażenie “Nowy Świat” może się kojarzyć z Nowym Porządkiem Świata albo ze Stanami Zjednoczonymi (ojczyzną MK-ULTRA). Ciekawostka: oglądałam “Akademię Pana Kleksa” w wersji z angielskimi napisami. Termin “Nowy Świat” został tam przetłumaczony na “new order”. Aluzja do New World Order?

Programując chłopca, Golarz mówi: “Oto prawdziwe dziecko cywilizacji komputerowej, wyposażone w system zdalnego, laserowego sterowania, numerycznie zaprogramowane. Posłuszne, dynamiczne, precyzyjne i (…) bez własnego widzimisię. Zdyscyplinowana końcówka komputera. Ten prototyp to tylko początek doskonale zorganizowanego i uporządkowanego przedszkola, podwórza, szkoły. Jeżeli konstrukcja się uda, możemy w przyszłości zapanować nad każdą bajką. (…) Jeżeli prototyp się uda, wkrótce rozpoczniemy seryjną produkcję”. Cytowane słowa to obraz totalitarnego ustroju wypełnionego ofiarami kontroli umysłu. Dodajmy, że Filip chwali się, iż umieścił w Akademii mnóstwo kamer. Czyż to wszystko nie przypomina ponurej wizji NWO?!

Wracając do Adolfa… Chłopiec-robot zostaje “ożywiony” przez Pana Kleksa. Staje się zwinny, inteligentny, otrzymuje nawet naczynia krwionośne, ale nadal pozostaje bezwolnym, sterowanym, zautomatyzowanym agentem. Żywe, zaprogramowane dziecko?! Mam tylko jedną interpretację: “mind control”! Sądząc po brutalności, połączonej z brakiem empatii, mały imiennik Hitlera jest produktem programowania delta (maszyną do zabijania). Cudaczna bajka, jak bum cyk-cyk! Uwaga: nie należy zapominać, że film Gradowskiego stanowi adaptację powieści Jana Brzechwy. Autor opowiastki o Panu Kleksie był również twórcą wielu wierszy wychwalających komunizm (system, który prał mózgi więźniom politycznym i stosował intensywną propagandę medialną). Wielu konspiracjonistów wierzy, że marksizm był tylko środkiem do celu - Nowego Porządku Świata. A Józefowi Stalinowi nie były obce masońskie gesty.

Moim zdaniem, książka i film “Akademia Pana Kleksa” mogą pełnić taką funkcję, jak zagraniczne książki i filmy “The Wizard of Oz” (“Czarnoksiężnik z Krainy Oz”) i “Alice in Wonderland” (“Alicja w Krainie Czarów”). Co jest nie tak z tymi pięknymi, popularnymi, dziecięcymi baśniami? Odpowiedź na to pytanie znajduje się w dziełach “The Illuminati Formula Used to Create an Undetectable Total Mind Controlled Slave” (“Formuła Illuminati używana do tworzenia niewykrywalnego, totalnego, kontrolowanego umysłowo niewolnika”) i “Deeper Insights into the Illuminati Formula” (“Głębszy wgląd w formułę Illuminati”) autorstwa Fritza Springmeiera i Cisco Wheeler. Gorąco zachęcam do lektury tych publikacji!

Inne filmy fabularne, które mówią o kontroli umysłu: “Hide and Seek” (reż. John Polson), “Labyrinth” (reż. Jim Henson), “Sucker Punch” (reż. Zack Snyder). Teledyski poruszające tę samą problematykę: “Walking On Air” (Kerli), “Brick By Boring Brick” (Paramore), “Price Tag” (Jessie J), “Wide Awake” (Katy Perry), “Paparazzi” (Lady Gaga), “Comme J’ai Mal“ (Mylene Farmer), “F**k Them All“ (Mylene Farmer), “Mademoiselle Juliette“ (Alizee), “Parler Tout Bas“ (Alizee), “Histoire Naturelle” (Nolwenn Leroy), “You And I“ (Lady Gaga). Wybór na podstawie: VigilantCitizen, Pseudoccultmedia, Mediaexposed.


Natalia Julia Nowak
20.04. - 02.05. 2013 r.



Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.

Słowa jak pociski. Dlaczego potrafią ranić?

To uderza nagle. Najpierw pojawia się ból w klatce piersiowej, tak jakby mostek był spleciony i ściśnięty za mocno. Potem następują bóle głowy i chroniczne zmęczenie. Uczucie to trwa często całymi tygodniami, a najgorsze jest tuż przed zaśnięciem.


Chociaż taka sesja zdarzyła się praktycznie każdemu lata wstecz, wciąż pamiętamy ją dobrze. Zaznaczyła się w naszym umyśle jako pierwsza batalia z dolegliwością, którą już później zawsze dobrze rozpoznawaliśmy – złamanie serca. Zdrada, odrzucenia oraz utracona miłość są faktami w życiu, ale zaledwie dopiero od 10 lat, rozpoczęto poznawanie podstaw w mózgu dla tych zranionych uczuć. Naukowcy zauważyli, że żądło odrzucenia aktywuje te same ścieżki neuronalne jak ból spowodowany oparzeniem czy siniakiem. Oprócz wyjaśnienia dlaczego niektórzy z nas są „gruboskórni”, ten fakt ukazuje intymną relację życia społecznego oraz zdrowia człowieka. Jak to się mówi – naprawdę można umrzeć z samotności…

Nasz język od dawna wypożycza fizyczne terminy do opisania naszych mrocznych emocji, wykorzystują frazy jak „złamała mi serce”, „sparzyłam się na nim”, „dźgnął mnie w plecy”. Takie porównania występują na całym świecie. Przykładowo Niemcy kiedy mówią o kimś w bardzo emocjonalnym stanie używają słowa „ranny”. W Tybecie natomiast na odrzucenie mówi się „uderzenie w serce”.

Chociaż wyrażenia te przyjmuje się zawsze metaforycznie, to zawierają one wskazówki, że wydarzyło się coś więcej. Podczas badań na zwierzętach w latach 90. wykazano, że morfina nie tylko znieczula ból spowodowany kontuzją, ale również redukuje smutek małych szczurów po oddzieleniu ich od matki.

Kiedy Naomi Eisenberger z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles rozpoczęła badanie uczuć zranienia emocjonalnego u ludzi na początku 2000 roku, sama nie miała świadomości co uda jej się odkryć. Była zaintrygowana faktem jak odrzucenia, zranienia naszych uczuć w przeszłości towarzyszą nam przez całe życie. Większość z nas pamięta kiedy rodzice zapomnieli odebrać nas ze szkoły po zajęciach sportowych czy zostaliśmy wykluczeni z grupy znajomych. „Zawsze mnie to zastanawiało – dlaczego jest to tak wielki problem?”, zadaje pytanie Eisenberger. Aby dowiedzieć się, co się dzieje w mózgu kiedy ludzie odczuwają społeczne odrzucenie, Eisenberger poprosiła ochotników, aby zagrali w grę komputerową Cyberball, w której trzech graczy podaje piłkę między sobą. Każdy z uczestników eksperymentu wierzył, że gra z dwoma innymi ludźmi, który znajdują się w innym pokoju. Współgracze jednak byli kontrolowani przez komputer.

Chociaż gra rozpoczynała się miło i przyjacielsko, to prowadzeni przez komputer gracze wkrótce przestawali podawać piłkę do ochotnika. To może brzmieć jako zaledwie błaha forma zniewagi, jednak niektóre osoby reagowały bardziej intensywnie zmieniając swoją pozycję w fotelach, niechlujnie w nich „zjeżdżając” czy wykonując nerwowe i niegrzeczne gesty przed ekranem. Poprzez cały eksperyment mózgi ochotników były obrazowane metodą rezonansu magnetycznego, badając aktywność mózgu tych osób. Wykazano pewien skok, nagły przypływ zmian w grzbietowej części mózgu nazywanej przedni zakręt obręczy (dACC), w momencie kiedy osoby czuły się wyizolowane. Region ten jej znany jako ważna część mózgu w jego „sieci bólu”, określając jak bardzo bolesne jest dla nas określone zranienie czy trauma. Odpowiedź na to może być różna, w zależności od sytuacji – uderzenie się w głowę w pracy może wydawać się problematyczne oraz „duże”, jednak podczas meczu piłkarskiego tego typu zdarzenie oceniamy znacznie niżej. Co najważniejsze – czym bardziej uznasz swój uraz za niepokojący, tym bardziej uaktywni się zakręt obręczy. Znajduje się tu powiązanie z reakcjami podczas gry w Cyberball. Osoby, które
potwierdzały, że czuły się gorzej z powodu odrzucenia wykazywały większą aktywność w tym obszarze.

Inne badania również potwierdziły, że społeczne odrzucenie stymuluje nie tylko aktywność przedniego zakrętu obręczy, ale również część kolejnej struktury anatomicznej w ludzkim mózgu – wyspy. Ta część kresomózgowia reaguje na nasze cierpienie spowodowane na przykład przecięciem palca czy złamaniem kości. Pomimo że wyniki tych badań sugerują, że udręki spowodowane różnymi formami zniewagi są takie same jak nasze emocjonalne reakcje na fizyczne obrażenia, to dopiero rok temu naukowcom udało się wykazać, że tego rodzaju odczucia mogą przenieść się na rzeczywiste doznania cielesne.

Ethan Kross z Uniwersytetu Michigan w Ann Aror zdecydował się odstawić Cyberball na rzecz bardziej poważnych form odrzucenia – złamanego serca. Zwerbował do swojego eksperymentu 40 osób, które przeżywały zerwanie w ciągu ostatnich 6 miesięcy i prosił o oglądanie zdjęć swojego byłego partnera, w trakcie kiedy ich mózgi były badane tomografem mózgu. Podczas całego procesu osoby zostały poproszony, aby w szczegółach analizowali swój moment zerwania. Po krótkiej przerwie ramiona wolontariuszy otrzymały nagły i bolesny wstrząs ciepła, co pozwoliło Krossowi porównać aktywność mózgu powiązaną z oboma sytuacjami.

Tak jak oczekiwano, przedni zakręt obręczy oraz wyspa zaświeciła się w obu przypadkach. Zaskakującym jednak okazał się fakt, że czuciowe ośrodki mózgu, które odzwierciedlają fizyczny dyskomfort, który towarzyszy na przykład ranom, również wykazały aktywność podczas pierwszej sesji. Jest to pierwszy dowód, że uczucie złamania serca może naprawdę boleć.

Dalsze badania dotyczące fizycznego bólu oraz emocjonalnego zranienia pokazały, że nieraz oba doświadczenia żywią się sobą wzajemnie. Kiedy ludzie czują się wykluczeni, stają się bardziej wrażliwi na dotknięcie gorącą próbówką. Natomiast zanurzenie ręki w lodowatej wodzie na okres 1 minuty, powodowało uczucie odizolowania i zignorowania. Odwrócenie tego procesu również się potwierdza – łagodząc reakcję organizmu na ból, można również osłabiać uczucie despektu i ubliżenia. Nathan DeWall z Uniwersytetu Kentucky w Lexington poprosił 62 studentów, aby przyjmowali dwukrotnie podczas dnia pigułkę paracetamolu przez trzy tygodnie, niektórym podawano placebo. Każdego wieczoru studenci wypełniali ankietę określającą ich uczucia związane z odrzuceniem i zranieniem podczas całego dnia.

Na koniec tych trzech tygodni, grupa która brała paracetamol wypracowała nieznacznie grubszy naskórek, automatycznie informując o mniejszej ilości uczuć związanych ze zranieniem podczas ich codziennych czynności. Uczestnictwo w grze Cyberball potwierdziło ten efekt. Osoby zażywające paracetamol wykazały mniejsza aktywność przedniego zakrętu obręczy oraz wyspy w porównaniu do uczestników biorących placebo.

Jeden z autorów badań – Geoff MacDonald z Uniwersytetu Toronto przyznał, że „fakt, iż można wpłynąć na ludzie doświadczenie społeczne tak łagodnymi i popularnymi metodami jak zażycie paracetamolu, okazał się istotnym potwierdzeniem założeń tych studiów. Jest to dokładnie to czego się można było spodziewać skoro społeczny ból okazuje się być prawdziwy”. Naukowcy przypominają, że z powodu efektów ubocznych przy zażywaniu środków przeciwbólowych, nie powinniśmy eksperymentować na sobie samych. Badania te mogą wyjaśnić dlaczego niektórzy ludzie mają większe trudności, aby wytrzymać społeczne przepychanki i niesnaski niż inni. Okazuje się, że ekstrawertycy mają większą tolerancję na ból niż ich przeciwstawne osobowości – introwertycy. Odzwierciedla to również ich lepsze znoszenie właśnie bólu związanego ze społecznym odrzuceniem. Eisenberger odkryła również, że osoby bardziej wrażliwe na dotknięcie gorącą elektrodą okazują się bardziej wrażliwe podczas zranienia spowodowanego odrzuceniem w grze Cyberball.

Odmienne reakcje u różnych ludzi mogą mieć podłoże genetyczne. Zespół Eisenberger wykazał, że ludzie z niewielką mutacją genu OPRMR1, który koduje jeden z receptorów opioidowych, częściej popadają w stany depresyjne z powodu zranienia niż osoby bez tej mutacji. Ta sama mutacja powoduje, że ludzie są bardziej wrażliwi na ból fizyczny i potrzebują większej dawki środków przeciwbólowych przy operacjach. Co jest dodatkowo ważne – receptory te są gęsto umiejscowione w przednim zakręcie obręczy. Jak możecie się zatem domyśleć, u osób z tą mutacją ów region mózgu reaguje silniej na np. usłyszenie obelg.

Jak w przypadku wielu cech, wczesne środowisko dziecko również może determinować jego wrażliwość. Przykładowo osoby z różnymi formami chronicznego bólu prawdopodobnie doświadczyły traumatycznych przeżyć, takich jak skrzywdzenie emocjonalne podczas pierwszych lat życia. Takie zdarzenia być może powodują, że ich sieć neuronalna dotycząca odczuwania bólu działa w nadmierny sposób, czyniąc z nich osoby bardziej podatne na każdy psychiczny i fizyczny dyskomfort.

Młodzież również wydaje się być szczególnie wrażliwa na odrzucenie. Mózgowa sieć związana z bólem rozbudowuje się jeszcze w ich wieku i porównując ją do mózgu dorosłego, wykazuje tendencje na intensywniejsze reagowanie na małe lekceważenia czy obelgi. Z drugiej strony, po stronie pozytywów należy zanotować, że wsparcie społeczne wówczas udzielone, przynosi długotrwałe korzyści. Przykładowo młodzi dorośli, którzy odnajdywali się w trudniejszych systemach społecznych podczas późnego okresu bycia nastolatkiem, wykazują bardziej wyciszone reakcje na ból związane z odrzuceniem niż ci, którzy w przeszłości czuli się samotni. Prawdopodobnie dzieje się tak z powodu, że wspomnienia dotyczące wcześniejszego wieku, podświadomie łagodzą negatywne odczucia.

Jeśli wziąć pod uwagę zależność naszych przodków i ich społecznych relacji w stosunku do przetrwania, to rozwinięte tak intensywnie uczucia związane z odrzuceniem, wydają się mieć sens. Wydalenie z plemienia było w zasadzie karą śmierci, wystawiając pierwszych ludzi na głód, napaść oraz atak ze strony drapieżników. W rezultacie potrzebowaliśmy systemu ostrzegania nas przed potencjalną sprzeczką, aby zapobiegać ewentualnym, dalszym nieprzyjemnym i obraźliwym sytuacjom. Uczyło to ludzi, aby robić to co jest konieczne. Sieć bólu jest w stanie dać nam odpowiedni wstrząs kiedy doświadczamy fizycznego uszkodzenia z powodu ognia lub ostrego noża. Byłaby ona idealnie zbudowana jeśli ograniczałaby nasze doświadczenia związane z społecznymi zachowaniami.

Niektórzy z naukowców przesuwają tę linię dalej, sugerując, że sieć bólu może przechowywać sekret związany z jeszcze bardziej tajemniczymi symptomami poczucia samotności. Ludzie którzy czują się samotni przejawiają tendencję zwiększenia ekspresji genów związanych z zapaleniem komórek odpowiadających za system odpornościowy, jednocześnie redukując antywirusowe możliwości organizmu.

Dlaczego ciało tak reaguje na poczucie izolacji? „Jest to rodzaj zagadki, którą staramy się rozwikłać od 5 czy 10 lat”, mówi Steve Cole – genetyk behawioralny na Uniwersytecie Kalifornia w Los Angeles. Odpowiedź zaczyna się pojawiać kiedy przyglądamy się różnym warunkom, które mają wpływ na życie społeczne ludzi. Wirusy rozprzestrzeniają się znacznie szybciej wśród dużych grup ludzi, jednak infekcje zagrażające życiu generalnie pochodzą od ran, których nasi przodkowie doświadczali kiedy byli sami – bez wsparcia i pomocy ze strony plemiennych braci i sióstr. W rezultacie Cole sugeruje, że nasz system immunologiczny może „nasłuchiwać” sygnałów z naszego mózgu dotyczących obecnego statusu społecznego. Jeśli wydaje się, że cieszymy się udanym życiem społecznym, w dużej grupie przyjaciół i znajomych, to dostajemy dodatkową siłę, aby odpierać wirusy. Jeśli czujemy się jednak samotni to przedni zakręt obręczy oraz inne obszary mózgu dostrajają się do częstotliwości związanych ze stanami zapalnymi, co powoduje, że musimy stoczyć walkę z infekcją.

Jeden z dowodów potwierdzających te założenia dostarcza George Slavich, również pracujący na Uniwersytecie Kalifornia w Los Angeles. Stwierdził, że społecznie stresujące zadania, takie jak improwizowanie przy przemówieniu, wywołują wysoką aktywność w zakręcie obręczy, sugerując odpowiedź organizmu na stany zapalne – takie same jakie przejawia mózg w stanie izolacji lub skrzywdzenia.

Ta reakcja organizmu mogła pomagać naszym przodkom w zmaganiach z wówczas bardzo brutalną i okrutną drogą ewolucji. Jednak sami możemy obrywać rykoszetem w dzisiejszych czasach. Zwiększone tendencje do zapalenia są powiązane z ogólną kondycją zdrowia danej osoby. Ludzie ci, najczęściej będący samotni, są bardziej podatni na choroby serca, raka czy nawet Alzheimera. Metaanaliza przeprowadzona w 2010 roku na podstawie 148 badań określiła, że ludzie żyjący w określonych warunkach społecznych częściej pozostawali samotni do zakończenia danych badań. Jest to efekt postrzegany na równi z powstrzymywaniem się od palenia czy nadmiernego spożywania alkoholu.

Kolejne badania opublikowane w tym roku śledziły zdrowie 2000 Amerykanów w średnim i podeszłym wieku. Okazało się, że osoby, które mówiły o większym poczuciu samotności były niemalże dwukrotnie bardziej narażone na śmierć w ciągu 6 lat badań, niż ci deklarujący mniejszy poziom osamotnienia.

Praca ta wydaje się podkreślać znaczenie programów oferujących wsparcie społeczne zwłaszcza dla starszych i niedołężnych ludzi oraz tych wracających po długich chorobach. Mimo to wciąż wiele prac jest potrzebnych, aby udało się zrozumieć w jaki sposób nasze życie społeczne wpływa na zdrowie fizyczne, twierdzi John Cacioppo z Uniwersytetu Chicago, który zajmuje się badaniem samotności. Podchodzi on sceptycznie do eksperymentu z grą Cyberball, który miał na celu przekazanie wielu informacji dotyczących wpływu długotrwałej izolacji społecznej. W poparciu swojego podejścia przypomina, że znane fizjologiczne reakcje związane z odrzuceniem są najczęściej krótkotrwałe. „Samotność może nie mieć kompletnie związku z przeszłymi wydarzeniami”, mówi Cacioppo. „Małe rzeczy nie są rzeczami, które zabijają ludzi – to mózg będący w stanie pogotowia w nieubłagany sposób, może doprowadzić do destrukcji”.

W międzyczasie możemy korzystać ze środków, które warto wykorzystać na wyboistej drodze naszych społecznych relacji. Wszyscy lubimy być pocieszeni po tym jak ktoś nam sprawił przykrość. Eisenberger zauważyła, że dawanie zbyt dużego wsparcia innym ludziom często zmiękcza nasze własne reakcje na przykład na odrzucenie. W celu zbadania tego konceptu autorka badań dokonywała małego porażenia prądem mężczyzny. Podczas gry jego partnerka, leżąca pod tomografem mózgu, mogła trzymać go za rękę w akcie wsparcia jego osoby, a później zostało jej to zabronione. Kiedy kobieta mogła wspierać swojego partnera, reakcje jej mózgu na zagrożenie oraz zranienie były znacznie stonowane. W przyszłych pracach Eisenberger planuje w większym stopniu eksplorować rolę płci w tym procesie. Chociaż nie możemy powstrzymać sytuacji życiowych przed natychmiastowym wręcz kształtowaniem naszego emocjonalnego krajobrazu, być może potrafimy odpowiedzieć na to w inny sposób. Słowa mogą być bolesne jak uderzenie kijem czy kamieniem, niekiedy wręcz jak kule pistoletu, jednak możemy sami wykazywać więcej troski o innych, o naszej najbliższe otoczenie, tak jak dbamy o siebie samych. W ten sposób jeśli już spotkamy się z bolesnym przeżyciem, to będzie ono w nas tkwiło stosunkowo krótko.

BIBLIOGRAFIA

  • American Journal of Psychiatry, vol 162
  • PloS Medicine, vol 7
  • PNAS, vol 106
  • PNAS, vol 107
  • PNAS, vol 108
  • Psychological Science, vol 21
  • Science, vol 302
  • Social Cognitive Affective Neuroscience, vol 7
  • Social Science and Medicine, vol 74

Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.

niedziela, 28 lipca 2013

Bieg przez płotki, czyli jak wielkie marki zdobywały popularność.

Bieg przez płotki, czyli jak wielkie marki zdobywały popularność

Autor: Ulryk Wilk

Sponsoring działa cuda. Zwłaszcza, jeśli ktoś produkuje sprzęt sportowy. Tak było w przypadku marki Everlast, podobnie wybiła się Fila i inne firmy. Oto cztery przykłady.


Żeby zaistnieć na rynku sprzętu sportowego, trzeba się bardzo starać. Dobrze też postawić na odpowiedniego konia. Jessiego Owensa, Jacka Dempseya albo Bjorna Borga. Wtedy sukces jest murowany.

Converse: tradycja, bankructwo, restrukturyzacja

W pierwszej dekadzie dwudziestego wieku buty na gumowej podeszwie były czymś nowym. Takie produkty szybko rozpowszechniały się wśród mieszkańców przemysłowych dzielnic amerykańskich miast. To zapewne dlatego, zaledwie po dwóch latach działania, Marquis Mills Converse, były menedżer, mógł zamienić sklep na fabrykę produkującą 4 000 par butów dziennie.

Siedem lat później, w 1917 roku, Converse wpadł na pomysł, który dał jego firmie kopa tak mocnego, że starczyło go na kolejnych kilkanaście lat: Converse zaczął sponsorować drużynę koszykarską All Star.

W latach sześćdziesiątych firma była niemal monopolistą. Wszyscy chodzili w tych trampkach. Tyle, że pojawili się nowi gracze: Nike, Puma, Reebok. Powolny upadek wielkiej marki doprowadził do bankructwa w 2001 roku. Nowy zarząd częściowo przywrócił jej blask – w ciągu dwóch lat Converse przeskoczył z 16 na 7 pozycję wśród największych firm produkujących sprzęt sportowy.

Everlast: z garażu do mistrzostwa świata

Zaskakujące, jak podobna jest historia firmy Everlast. Także w tym przypadku początek miał miejsce w pierwszej dekadzie XX wieku. Zaczęło się od tego, że Jacob Golomb, pływak i krawiec, zaczął produkcję kostiumów kąpielowych. Ponieważ były niespotykanie trwałe, nadał im nazwę Everlast. Wkrótce do swojego asortymentu dorzucił sprzęt bokserski.

Tak jak Converse, także Everlast wypłynął na szerokie wody dzięki sponsoringowi. W tym samym roku, w którym producent obuwia został sponsorem drużyny koszykarskiej, Jacob podpisał kontrakt z młodym Jackiem Dempseyem. Ten, zdobywając kolejne mistrzostwa, wypromował markę, dając jej niemal monopol na rynku sprzętu bokserskiego.

Lata po II wojnie światowej tak dobre już nie były. Po licznych zmianach zarządu, w 2000 roku, Everlast został przejęty przez firmę AAGP. Pod nowym zarządem spółka zaczęła się ponownie rozwijać. Pytanie, jaki obierze kierunek.

Fila: włoska firma z Korei

Miejscowość Biella w Piemoncie znana jest z gór i produkcji tekstyliów. A także z braci Fila, którzy właśnie tam założyli w 1911 roku swoją manufakturę produkującą ubrania sportowe. A konkretnie – bieliznę, która sprawdza się w warunkach zimowych i trochę bardziej ekstremalnych niż deptak w miasteczku.

W latach siedemdziesiątych XX wieku Fila poszerzyła asortyment. W Biella zaczęły powstawać koszulki, spodenki i inne ubrania. Wielka popularność przyszła, gdy firmie udało się pozyskać i ubrać znakomitego tenisistę, Bjorna Borga. Scenariusz był więc taki sam, jak w przypadku Everlastu i Converse.

Na początku XXI wieku zaczęły się problemy. Fila przeinwestowała, a w efekcie musiała szukać inwestora. W 2003 roku akcje kupił fundusz Cerberus. W 2007 roku koreańska filia Fili, która nie została przejęta, wykupiła prawa do marki wraz z siecią produkcji i sprzedaży. Od tej chwili kwatera główna firmy mieści się w Seulu.

Puma: firma braci

Ciekawym przypadkiem jest Puma. Tak jak Fila została założona i rozwinięta przez braci. Byli nimi Adolf i Rudolf Dasslerowie. W 1924 roku, w Norymberdze, założyli fabrykę obuwia, która początkowo miała siedzibę w pralni ich matki. Firma rozwijała się powoli, kryzys, w jakim znalazły się Niemcy po I wojnie światowej, nie sprzyjał takim przedsięwzięciom.

W 1936 roku przyszedł jednak przełom. Adi wybrał się wówczas do Berlina, gdzie odbywały się igrzyska olimpijskie i przekonał Jessiego Owensa, żeby ten używał ich butów. Owens zdobył cztery złote medale, a bracia Dassler zwiększyli sprzedaż do 200 tys. par butów rocznie. Ich produkty zdobyły więc popularność w taki sposób, jak Everlast czy Fila.

Bracia pokłócili się pod koniec II wojny światowej. Przeżycia wojenne i denazyfikacja sprawiły, że podzielili firmę. Rudolf założył przedsiębiorstwo pod marką Ruda (od 1948 r. Puma), a Adi – Adidas.


Sklep ze sprzętem Everlast.


Artykuł pochodzi z serwisu Artelis.pl - Miasta Artykułów"

Moda - skąd czerpać inspiracje?

Moda - skąd czerpać inspiracje?

Autor: KaskaW

Moda zmienia się jak w kalejdoskopie – to pewne. Co jakiś czas wracają do nas trendy sprzed lat i na wierzch wyciągamy ubrania z dna szafy. Czasami jednak ciężko się połapać w tym, co jest akurat trendy, a co passe. Żeby się w tym wszystkim nie pogubić, poszukujemy inspiracji modowych w różnych źródłach. Oto najpopularniejsze z nich.


Prasa

Wiele kobiet poszukuje inspiracji wśród tematycznej prasy. Wielką popularnością cieszą się takie magazyny jak Vogue, Elle, Marie Claire czy Avanti. Wiele gazet zawiera nie tylko informacje na temat obecnych trendów, ale też tych nadchodzących. Oprócz opisów strojów czy stylów znajdziemy również liczne inspiracje w postaci zdjęć. Warto zaznaczyć, że wiele osób szuka wzorów w zagranicznej prasie, która z reguły znacznie szybciej informuje o zbliżających się trendach i innych nowinkach modowych.

Telewizja 

Drugim źródłem inspiracji modowych jest telewizja. Znajdziemy tam liczne programy całkowicie poświęcone modzie. Najpopularniejsze z nich to Fashion TV czy TVN Style. Na kanałach tych znajdziemy pokazy mody, najnowsze kolekcje, a także liczne porady na temat tego, co nosić, a czego nie.

Internet

Nie sposób nie zgodzić się z tym, że obecnie to jednak internet jest najczęstszym źródłem poszukiwań inspiracji. Znajdziemy tam nie tylko liczne strony poświęcone tej tematyce, ale też blogi. Warto zaznaczyć, że kategorie blogów w związku z modą nie kończą się jedynie na ogólnej światowej modzie. Znajdziemy tam bowiem zarówno blogi streetwearowe, jak i dotyczące mody dziecięcej czy niezwykle ekskluzywnej. Co istotne, niektóre z blogów prowadzone są przez ikony mody. Inne są własnością kobiet takich jak my, co sprawia, że stajemy się dużo bliżsi właśnie tym, a nie innym blogom.

Własny gust

Mimo iż inspiracji dookoła jest mnóstwo, warto czasem postawić na własny gust. Nie bójmy się zatem łączyć ubrań, kolorów czy stylów. Kto wie, być może to właśnie nasz pomysł okaże się strzałem w dziesiątkę i będą nas naśladować największe ikony ze świata mody. Jeśli nie, to przecież indywidualizm się ceni, nieprawdaż?


urban fashion


Artykuł pochodzi z serwisu Artelis.pl - Miasta Artykułów"

niedziela, 16 czerwca 2013

Jak kontrolować finanse?

Jak kontrolować finanse?

Autor: Jakub Szalewicz

Niemal każdy chciałby mieć więcej pieniędzy na bieżące wydatki, rachunki i przyjemności, jednak każdego miesiąca z niepokojem sprawdzamy stan konta i dochodzimy do wniosku, że znów pieniądze rozchodzą się szybciej, niż byśmy tego chcieli. Jak powtrzymać ten proces?


Wielu ludzi zwyczajnie nie zastanawia się nad wprowadzeniem oszczędności, zamiast tego zamartwiają się po każdej wypłacie zastanawiając się, na co wydać zarobione środki. Opłaty, szkoła dzieci, a gdzie dodatkowo pieniądze na godne życie?

Dlaczego nie oszczędzamy?

W społeczeństwie istnieje niedobre przeświadczenie, że przy obecnych cenach i zarobkach nie można wprowadzić żadnych oszczędności, a nawet, jeżeli niektórzy uważają, że jest to możliwe, to sam proces jest na tyle czasochłonny i trudny, że dla kilku groszy nie warto zaczynać. Nic bardziej błędnego!

Jak oszczędzać?

Przede wszystkim musimy uświadomić sobie, na co wydajemy pieniądze. Każdego dnia robiąc zakupy widzę, jak w dużych czy małych sklepach ludzie nie zwracają uwagi, na paragony, jakie dostają. Jest to duży błąd, ponieważ, to właśnie one są dowodem naszych „finansowych zbrodni”. Zacznijmy zbierać paragony, zaś raz na tydzień, czy miesiąc usiądźmy przy arkuszu kalkulacyjnym, czy odpowiednim programie do analizy domowych wydatków, aby wprowadzić tam wszelkie dane dotyczące naszych finansów. I nie musimy być w tym miejscu szczególnie skrupulatni, wystarczy zaokrąglić każdy paragon do pełnej złotówki, aby uświadomić sobie, na co wydajemy najwięcej.

Proponuje nie uwzględniać w naszym rozliczeniu zbyt wielu kategorii. Wystarczą takie, jak rachunki, rozrywka, przyjemności, niezbędne… Każdy sam powinien dopasować najbardziej mu odpowiadające.

Raz na miesiąc usiądźmy i zobaczymy, na co wydajemy najwięcej środków. Dzięki temu zyskamy ogólny ogląd na to, gdzie istnieje możliwość oszczędzenia.
Być może obędzie się bez jednego wyjścia na piwo z kolegami, bez jednej wizyty w kinie czy bez innych przyjemności, w zamian, za co będziemy mogli w przyszłym miesiącu zapłacić zaległą ratę, po tym, jak wzięliśmy rozwiązanie, jakim jest szybka pożyczka, czy odłożyć na zbliżające się wakacje lub święta.

Co mi to da?

Często, już samo uświadomienie sobie faktu, w jak bezmyślny sposób zdarza się nam wydawać pieniądze, skłoni nas do podjęcia pewnych kroków ku wprowadzeniu oszczędności na wielu polach naszego życia.  Co więcej – powinniśmy podjąć świadomą decyzję, na czym oszczędzić możemy (bo skoro czytasz ten artykuł z pewnością chciałbyś to zrobić) i co najważniejsze:


wyznaczyć cel na jaki przeznaczysz zaoszczędzone środki,

bo dopiero jasno określony cel nada naszym działaniom realny kształt.


Więcej informacji na temat oszczędzania znajdą Państwo na stronie
http://kredyt-sms.cba.pl


Artykuły do przedruku

Karta kredytowa czyli pożyczka inaczej

Karta kredytowa czyli pożyczka inaczej

Autor: Robert Grabowski

Karta kredytowa to w istocie też kredyt gotówkowy, choć można rzec, iż bardziej dla osób z silną wolą i niezbyt spontanicznych. Może mieć swoje wady i zalety w porównaniu z tradycyjną i w tradycyjny sposób załatwianą pożyczką gotówkową.


Karta kredytowa to w istocie po prostu pożyczka w gotowości do zaciągnięcia o każdym czasie, dniem i nocą (w bankomacie). Chociaż środki postawione do dyspozycji właściciela karty kredytowej określane są mianem kredytu, to jednak w rzeczywistości mamy tu do czynienia po prostu z pożyczką i pewnie właściwszym określeniem byłaby "karta pożyczkowa". Dlatego, że posiadacz karty kredytowej może przeznaczyć udostępnione mu w ramach niej środki na dowolny cel zarówno poprzez dokonanie płatności bezgotówkowej za wybrany produkt, jak też wypłacać kartą kredytową gotówkę z bankomatu. W przypadku kredytu jest to niemożliwe, gdyż kredyt po pierwsze udzielany jest na ściśle określony cel (np. zakup samochodu w przypadku kredytu samochodowego albo mieszkania – w przypadku kredytu hipotecznego) a po wtóre, klient nie otrzymuje pieniędzy do ręki i nie może sobie tych pieniędzy w ramach kredytu wypłacić czy przelać na swoje prywatne konto. Skądinąd jednak bankowa pożyczka gotówkowa też określana jest jako kredyt (gotówkowy), więc mniejsza już o takie drobiazgi jak nazewnictwo.

Ludzie zaciągają pożyczki zwykle pod wpływem nagłej potrzeby albo gdy po prostu potrzebują gotówki, którą przeznaczać będą na różne wydatki, np. podczas urlopu, wakacji. Często też pod wpływem impulsu, nie zawsze rozsądnego. Generalnie karta kredytowa jest wygodniejsza niż pieniądze wypłacone ze zwykłej pożyczki i jest najbardziej dogodnym sposobem na sfinansowanie sobie za bankowe pieniądze nie tylko urlopu, ale też właśnie różnych zachcianek, na które być może przeszła by nam ochota w trakcie załatwiania kredytu gotówkowego, w trakcie drogi do banku albo nawet na sama myśl o formalnościach, przez które będziemy musieli przebrnąć. 

Kartę kredytową może otrzymać prawie każdy, kto posiada konto osobiste i wykazuje dochody miesięczne na poziomie minimum około 1000 zł. Procedura przyznawania karty kredytowej również jawi się prostsza niż w przypadku pożyczki gotówkowej, ponieważ banki podejmują decyzję o przyznaniu karty na podstawie analizy obrotów na rachunku wnioskodawcy i nie wymagają dodatkowych dokumentów, jak to ma miejsce w przypadku pożyczek gotówkowych. Jak wspomniano wcześniej, kartą kredytową możemy dokonywać bezgotówkowych płatności za towary, za bilety, itp. Nie zawsze jest to możliwe, więc gdy potrzebna jest gotówka, wówczas można ją wypłacić z bankomatu, ale w tym wypadku będziemy musieli zapłacić prowizję, więc lepiej tego unikać. Wiadomo, że nie musimy wykorzystywać wszystkich środków udostępnionych nam w ramach karty kredytowej i w takim wypadku nie ponosimy kosztów – odsetek od tych środków. Inaczej w przypadku pożyczki gotówkowej – od całej otrzymanej kwoty zapłacimy odsetki choćbyśmy trzymali te pieniądze w portfelu i nie wydawali, to jasne.

Bardzo istotną zaletą posługiwania się kartą kredytową jest bezodsetkowy okres kredytowania wynoszący maksymalnie nawet 55 dni lub nawet jeszcze nieco dłużej, zależy od banku. Jeżeli spłacimy zadłużenie przed upływem tego terminu, to bank nie naliczy nam odsetek. Jednak w przeciwnym wypadku bank obciąży nas odsetkami za cały okres kredytowania się, począwszy od powstania zadłużenia a oprocentowanie kredytu na karcie jest około dwa razy wyższe niż oprocentowanie pożyczki – kredytu gotówkowego. Zbliżone jest to oprocentowanie do oprocentowania maksymalnego w rozumieniu kodeksu cywilnego czyli do czterokrotności aktualnie obowiązującej stopy kredytu lombardowego w Narodowym Banku Polskim. Ponadto, ów 55 dniowy czy dłuższy okres odsetkowy jest tak długi pod warunkiem "wstrzelenia się" w datę nowego cyklu rozliczeniowego ustaloną w umowie z bankiem. Sugeruję każdemu nowemu posiadaczowi karty kredytowej, aby upewnił się, że rozumie, na czym polega przysłowiowy wic, bo nauka na błędach kosztuje sporo gdy chodzi o gospodarowanie finansami osobistymi. 

Czy karta kredytowa jest korzystniejsza od kredytu gotówkowego – pożyczki gotówkowej? Jednoznacznie nie sposób udzielić rzetelnej, dogmatycznej odpowiedzi na to pytanie. Nie sposób także dlatego, że w jej przypadku często dochodzi też opłata roczna (od kilkudziesięciu złotych wzwyż, w zależności od rodzaju karty - limitu kredytu) a gdy wyjedziemy za granicę to w wielu przypadkach banki pobierają prowizję od dokonanych tam przy użyciu karty transakcji terminalem. Prowizja ta wynosi do kilku procent wartości transakcji.


poradnik zadłużonego kredytobiorcy


Artykuły do przedruku